Olga Kozierowska: Malując obraz współczesnej kobiety jakich użyłabyś barw, wzorów, kształtów?
Krystyna Kofta: Współczesne kobiety są tak różne, że trzeba całej palety barw, różnych rodzajów geometrii, żeby pokazać ich złożoność. Wiem coś o tym, bo pracuję "na żywym materiale", opisuję je od lat. Temat nigdy się nie wyczerpie. Czasy się zmieniają a my wraz z nimi jak mówi starożytna maksyma. A kobiety zmieniają się bardziej niż mężczyźni. Są dla pisarzy ciekawsze! Bo wyzwoliły się, uzyskują coraz to nowe prawa. Jest jednak coś co je łączy. To jest ciekawość w różnych wymiarach. Są ciekawe, dla kogoś opisującego i studiującego ich naturę, są ciekawe świata i ludzi, a bywają, co wiemy, także "ciekawskie". Rozwijają się we wszystkich możliwych kierunkach i dziedzinach!
Olga Kozierowska: Dziś nie jest łatwo w konkurencyjnej branży utrzymywać się ciągle na topie, Pani się to udaje, jak?
Kalina BenSira: Zawsze muszę być trzy kroki do przodu. Być na topie, oferować największe jakie dostępne są na rynku światowym. Wiąże się to oczywiście z masą podróży i spotkań za granicami Polski. Dziś może Polska, nie jest „kosmetologicznym zaściankiem”, ale nadal inne kraje wyprzedzają nas z tworzeniem innowacji w tej branży. By zatem być pierwszą bywam często w wiodących na świecie fabrykach i inwestuję w aparaturę odchudzającą czy odmładzającą. Konkurencja jednak nie śpi. Jest to zatem proces nieustający…
Jakie są przyczyny i skutki wypalenia zawodowego? Czy pracownik cierpiący na ów syndrom ma w Polsce jakiekolwiek prawa? O tym a także o sytuacji kobiet dojrzałych na polskim rynku pracy była mowa w ostatnim odcinku SPS.
Zobacz ostatni odcinek on-line!
W sytuacjach trudnych stawiam sobie pytania: Jak to może się udać? W jaki sposób ja mogę się przyczynić do sukcesu? Mówi w wywiadzie z Olgą Kozierowską - Katarzyna Niezgoda.
Olga Kozierowska: Mówi się, że jedyną stałą w życiu jest zmiana – czy to samo stwierdzenie odnosi się do biznesu?
Katarzyna Niezgoda: Oczywiście, a może nawet jeszcze bardziej. Zwłaszcza dzisiaj biznes jest w stanie permanentnej zmiany. Już nie trzeba na nią czekać, zmiana jest w zasadzie codziennością. Trzeba sobie zdać z tego sprawę i przystosować się do funkcjonowania w takich warunkach.
OK: Czy wprowadzanie zmian to zawsze szansa na lepsze jutro?
KN: Nie zawsze, ale zmiany mogą być początkiem czegoś lepszego. Wszystko zależy od przygotowania i od współpracy z ludźmi. Nawet największe restrukturyzacje, fuzje i przejęcia były przeprowadzane z sukcesem, bo ludzie stanęli po stronie pracodawcy. Z kolei czasami małe zmiany w przedsiębiorstwie się nie udają, gdyż pracownicy bojkotują je, ponieważ nie zostali do nich przygotowani ani przekonani.
OK: Na jakie ryzyka trzeba zwrócić uwagę wprowadzając poważne zmiany w firmie? W jakich sytuacjach zmiana się po prostu nie opłaca…
KN: Trzeba przeprowadzić dokładną analizę sytuacji, rozważyć wszystkie za i przeciw, a także mieć alternatywne scenariusze. Zmiana nie opłaca się, kiedy ani w aspekcie finansowym, ani ludzkim nie następuje poprawa sytuacji firmy – nie staje się ona bardziej konkurencyjna, innowacyjna, albo efektywna.
OK: Kto stanowi najważniejszą grupę podczas takiego procesu – zarząd czy pracownicy?
KN: Zawsze pracownicy. Zarząd to tylko reprezentacja pracowników. Sam zarząd nie jest w stanie nic zrobić. Kluczowe znaczenie dla każdej firmy mają menedżerowie liniowi. To oni mogą zmienić status quo. To ich zaangażowanie, a także ich relacje z zespołem mogą zaważyć o sukcesie lub porażce przedsięwzięcia.
OK: Jak przekonać pracowników do tego by zaakceptowali zmiany, jakich sposobów używać?
KN: Po pierwsze, drugie i trzecie – być szczerym. Nie ukrywać sytuacji przed pracownikami. Oczywiście, trzeba zarządzić odpowiednio informacją – dostosować ją do pracowników i ustalić harmonogram komunikacji. Brak komunikacji prowadzi do plotek, a plotka to najgorsza przeszkoda w procesie zmian.
OK: Pani doświadczyła w życiu wielu zmian, pracowała Pani w różnych branżach od kosmetyków, przez FMCG, finanse po modę. Co trzeba wiedzieć, jak działać by móc tak łatwo dokonywać tego typu zawodowych ewolucji?
KN: Warto być elastycznym i otwartym na potrzeby innych. Trzeba umieć słuchać i dotrzeć do sedna sprawy. Pomaga, jeśli jest się osobą otwartą na zmianę. Mi zmiana przychodzi z łatwością, mam naturę nie lubiącą pustki i stagnacji, nie dla mnie tzw. ciepłe posady, na którym ludzie tkwią latami, dlatego, że czują się bezpiecznie, a nie mają nic ciekawego do zrobienia, bo już wszystko zrobili, albo nie mają szans na wprowadzenie kreatywnych pomysłów.
OK: Udowodniła Pani także, że umiejętnie potrafi zarządzać sytuacjami kryzysowymi. Co daje Pani siłę? Co radziłaby Pani innym kobietom, które doświadczają trudnych chwil?
KN: Jestem konsekwentna w swoich wyborach, decyzjach. Biorę odpowiedzialność za podejmowane decyzje, a w związku z tym dokładnie je analizuję przed ich podjęciem. W sytuacjach kryzysowych radziłabym zachowanie spokoju, nawet w najtrudniejszych momentach. Pośpiech jest najgorszym doradcą. Pochopnie podjęte decyzje działają na naszą niekorzyść. Jestem osobą otwartą, która oczywiście z jednej strony ocenia swoje możliwości, ale zawsze patrzę na pozytywną stronę problemu. I myślę o rozwiązaniu. Stawiam sobie pytania: Jak to może się udać? W jaki sposób ja mogę się przyczynić do sukcesu?
OK: Znalazła się Pani w rankingu 50. najbardziej wpływowych kobiet opublikowanym przez miesięcznik „Home&Market” w lutym 2011 roku. Czy był to tylko początek budowania ogromnych wpływów w biznesie Katarzyny Niezgody? :)
KN: Wyróżnienia są zawsze miłe i jestem wdzięczna za to, że prasa dostrzega moje osiągnięcia zawodowe. Nie buduję jednak swojej pozycji na nagrodach, ale na dokonaniach w biznesie. O mojej wartości jako menedżera świadczą podejmowane przeze mnie decyzje i opinia ludzi, z którymi pracuję i pracowałam.
OK: Teraz prowadzi Pani do sukcesu Deni Cler – jaką strategię obrała Pani na najbliższe dwa lata?
KN: Deni Cler ma silną tożsamość i niezwykle lojalną grupę klientek. Moja strategia jest ewolucyjna, nie rewolucyjna i bazuje przede wszystkim na wykorzystaniu potencjału tkwiącego w marce. W tym roku udało nam się doprowadzić do otworzenia kilku nowych salonów oraz odświeżenia istniejących. Kolejne zmiany pojawią się już na początku przyszłego roku. Nasze dalsze działania będą zmierzały do umacniania wizerunku marki jako silnej marki odzieżowej na polskim rynku, oferującej atrakcyjną elegancką odzież dla kobiet w każdym wieku, od rana do wieczora.
OK: Co będzie modne w karnawale?
KN: W karnawale proponujemy odrobinę szaleństwa w najlepszym stylu. Już 9 stycznia odbędzie się pokaz nowej kolekcji Deni Cler i premiera nowej linii sukien koktajlowych i wieczorowych. Będą to wyjątkowe propozycje dla pań, które poszukują czegoś innego, chcą się wyróżnić, a jednocześnie istotna jest dla nich wysoka jakość. Mam nadzieję, że te propozycje znajdą uznanie w oczach naszych klientek i w karnawale królować będą kreacje z metką Deni Cler J
Zobacz kto ma większe predyspozycje, aby zostać dobrym sprzedawcą - kobieta czy mężczyzna? Co zrobić by osiągnąć sukces w sprzedaży bezpośredniej?
Dowiesz się jak odzyskać pieniądze od dużego gracza i jak nie zostać ofiarą nieuczciwych kontrahentów. Zobacz odcinek on line!
http://www.tvn24.pl/15426,1,sukces_pisany_szminka.html
Marzenia trzeba mieć. Inna rzecz, że one się zmieniają wraz z nami, dorośleją, dojrzewają...
Olga Kozierowska: Pani życie może być inspiracją dla wielu kobiet. To przykład, że warto spełniać własne marzenia, w każdej sytuacji i w każdym wieku. Jak udało się Pani po wielu latach spędzonych w domu wejść w świat biznesu i stworzyć „torebkowe” imperium?
Bożena Batycka: Odpowiedź jest jedna: pasja życia. Zakochuję się w tym, co robię. To mi daje siłę, a może tę siłę potrafię odnaleźć w tym, co robię... Niezależnie od tego, czym się zajmuję, co tworzę, zabiegam, by mój świat był piękny. Kiedy zajmowałam się domem i dziećmi, ta praca była dla mnie najważniejsza. Dom musiał pachnieć świeżym ciastem, musiał być bezpieczny i dostatni. I taki był. Smażyłam konfitury, robiłam leguminy, przygotowywałam święta... Kiedy dzieci podrosły, poczułam, że mogę spełnić się w innych obszarach, zająć się projektowaniem, czymś, o czym zawsze marzyłam. A jak ma się jasny cel i wolę, by marzenia urzeczywistnić, to jest już bardzo dużo.
OK: Dołączyła Pani do rodzinnej firmy w 1989 roku i weszła z wiarą w nową polską rzeczywistość. W jednym z wywiadów powiedziała Pani, że jej marzenia sięgały gwiazd…
BB: To prawda, że mierzyłam wysoko. Ale też wierzyłam w swoje marzenia. Decydując się na wejście do rodzinnej firmy miałam przekonanie, że się tu sprawdzę, że zdołam wprowadzić w życie swoje pomysły, że mam dużo do zaproponowania. Miałam w sobie wielką determinację. Ale byłam również przygotowana na to, że wielkie plany wymagają poświęceń i wyrzeczeń.
OK: Czy „energia Kresów", o której często Pani wspomina, pomaga osiągnąć sukces w biznesie?
BB: Energię Kresów czuję prawie fizycznie. Z Kresów pochodzili moi rodzice i teściowie. Nie mam wątpliwości, że w budowaniu osobowości ogromną rolę odgrywają nasze korzenie. Ciągle mam w pamięci siłę charakteru mojej babci, która żyła w harmonii ze swoimi wyborami. I mojego ojca, który miał w domu cztery kobiety: mamę, dwie moje siostry i mnie i potrafił zapewnić nam wygodne życie. Był bardzo przedsiębiorczy. Noszę w sobie też obraz mojego teścia, założyciela firmy Batycki, a także obraz mojej teściowej, która była dla mnie uosobieniem kobiety idealnej. Dobra tradycja, dobre wspomnienia, ciepły dom, rodzina, to siła i fundament na całe życie.
OK: Wielu ludzi myśli o założeniu własnej firmy, ale finał nie zawsze jest szczęśliwy. Jakie są niezbędne elementy sukcesu?
BB: Lubię powtarzać, że błyskawiczny sukces to lata ciężkiej pracy. Myślę, że jest to najlepsza diagnoza. Oprócz dobrego pomysłu, potrzebne są wytrwałość i wiara, że się uda. Sukces to nieustanna praca i ciągłe pokonywanie trudności. Ale bardzo ważny jest też zespół sprawdzonych ludzi, połączonych wspólną pasją. Ja taki mam. To wielka siła, wielkie szczęście. Jesteśmy jak jedna rodzina.
OK: Co trzeba wiedzieć, by zaprojektować i stworzyć idealną torebkę?
BB: Każdy proces tworzenia jest czymś w rodzaju zetknięcia ducha z materią. A więc trzeba mieć projekt i osadzić go w materii... Czyli w moim przypadku zderzyć koncepcję torebki z odpowiednią skórą. Studiowanie tajników technologii produkcji zajęło mi ponad dziesięć lat. Dopiero kiedy poczułam, że ta wiedza jest mi bliska, mogłam powiedzieć, że zaczynam rozumieć na czym polega projektowanie i praca nad torebką. Oprócz koncepcji, pomysłów potrzebna jest więc pokora i dobre rzemiosło. Tylko z tego połączenia rodzi się wartość.
OK: Fabryka Batycki mieści się w Gdańsku. Czy myślała Pani kiedyś o tym, żeby przenieść produkcję do krajów, gdzie jej koszty są niższe?
BB: Moje miejsce, jest tutaj, w Gdańsku. Cenię tradycję, a tradycja to Wybrzeże. Wszystko dzieje się: „tu i teraz”, w Polsce, w Gdańsku, w naszej fabryce. Gdańsk to nie tylko wierność korzeniom, praca nad budowaniem tożsamości firmy. Produkcja „na miejscu” ma też inne zalety: pozwala nam tworzyć krótkie serie, wykonywać pojedyncze egzemplarze torebek na szczególne okazje. To wielki komfort. Mamy czas i możliwości, by pochylić się nad produktem, dopracować każdy szczegół, w każdej chwili możemy coś zmienić, poprawić, udoskonalić.
OK: Symbolem marki Batycki jest bursztyn. Dlaczego?
BB: To kamień polskiego Wybrzeża. Najlepiej i najpiękniej oddaje filozofię firmy, jest jej cudowną syntezą. Bursztyn wyraża wszystko, co chcemy powiedzieć: że żyjemy i pracujemy w Gdańsku, stolicy bursztynu; jest esencją Bałtyku i esencją marki, naszych emocji związanych z pracą. Jest kamieniem pięknym, kojarzy się z radością, z pomyślnością, ze zdrowiem. Ta bursztynowa idea „spłynęła” na mnie podczas jednej z podróży do Włoch. Uświadomiłam sobie wtedy rzecz z pozoru oczywistą, że na świecie jest wiele pięknych produktów, w większości jednak nierozpoznawalnych. Bursztyn! Tego właśnie szukałam! Materia została ożywiona, a firma zyskała tożsamość.
OK: Czy najbliższa przyszłość to czas na spełnianie kolejnych marzeń?
BB: Z marzeń nie wolno rezygnować. Marzenia trzeba mieć. Inna rzecz, że one się zmieniają wraz z nami, dorośleją, dojrzewają... Teraz, po latach zrewidowałam swoje dawne myślenie, dziś cieszy mnie co innego niż przed laty, co innego się liczy, co innego jest ważne. Dziś, dzięki jodze, która pozwoliła mi odkryć wiele nowych dróg, najbardziej fascynująca wydaje mi się podróż w głąb własnej duszy. Znalazłam drogę do samej siebie. Mam też czas na naukę języka chińskiego. Przede mną podróż do Indii, inna niż dotychczasowe. Bez walizki, za to plecakiem. Gdyby ktoś powiedział mi parę lat temu, że będę jeździć po Indiach z plecakiem, nigdy bym w to nie uwierzyła. Ale tak właśnie będzie. I już się na to cieszę!
Czy dziś warto inwestować w to co najbardziej kochają kobiety? Jaką inwestorką jest kobieta i czy nadal klienci funduszy wolą powierzać swoje pieniądze mężczyznom? Te tematy poruszyliśmy w ostatnim programie SPS na TVN24. Sprawdziliśmy także jak Polacy radzą sobie z wystąpieniami publicznymi, które w świecie biznesu towarzyszą nam na co dzień.
Zobacz ostatni odcinek:
http://www.tvn24.pl/15513,1,sukces_pisany_szminka.html
Oglądaj TVN24 w każdą niedzielę o godzinie 19:00!
O tym jak tego dokonała opowiada w wywiadzie z Olgą Kozierowską.
Olga Kozierowska: Mieszkasz w Stanach od 8 lat, od 7 prowadzisz swój własny biznes. Czy początki były trudne?
Olga Adler: Początki były trudne, ponieważ zaczynałam w nowym kraju i w nowej dla mnie branży. Nie miałam tu żadnych znajomych ani kontaktów, nie znałam tutejszego rynku, produktów ani dostawców i, co najważniejsze, nie miałam portfolio, które mogłabym zaprezentować potencjalnym klientom. Tymczasem w moim biznesie najważniejsze są zdjęcia skończonych projektów oraz listy polecające - ja nie miałam ani jednego ani drugiego. Projekty, które zrobiłam w Polsce, to były nowoczesne apartamenty, coś, co w Connecticut, gdzie mieszkam, praktycznie nie istnieje. Musiałam więc zaczynać od zera i moje pierwsze dwa projekty na Manhattanie zrobiłam za darmo – po to, żeby zbudować portfolio.
OK: Czy to przypadek, iż założyłaś firmę w Stanach, a nie w Polsce?
OA: To był zupełny przypadek. W czasie, kiedy zaczynałam rozważać zmianę zawodu i założenie własnej firmy w Warszawie, poznałam mojego przyszłego męża w czasie podróży służbowej do Nowego Jorku. Zaiskrzyło i 6 miesięcy później byłam już w Stanach.
OK: Czy sądzisz, że tutaj, w Warszawie, byłoby Ci łatwiej/trudniej?
OA: Nie wiem, bo nigdy nie spróbowałam w Polsce prowadzić własnej firmy. Pamiętam jednak jeszcze z Polski, że moi znajomi, którzy mieli własne sklepy, firmy PR-owe lub producenckie, zawsze narzekali na biurokrację, ograniczenia i niejasne przepisy podatkowe. W Stanach założenie firmy zajęło mi 1 dzień i zrobiłam to bez wychodzenia z domu, przez Internet. Mieszkałam wtedy w Stanach 6 miesięcy i nie miałam nawet jeszcze zielonej karty, jedyne, co było mi potrzebne to numer ubezpieczenia socjalnego i konto w banku.
OK: Interior design w Polsce to ciągle dynamicznie rozwijająca się dziedzina. Jak to wygląda w Stanach?
OA: To jest bardzo nasycony rynek. Jest tu chyba tylu dekoratorów wnętrz ilu agentów nieruchomości. J Poziom i zakres usług zaczyna się od osób, które zajmują się tylko doborem mebli i akcesoriów, a kończy na projektantach wnętrz, którzy pracują wraz z architektami (a czasami zamiast nich) i projektują całe domy. Są też tacy, którzy oferują bardzo niedrogie usługi przez Internet.
OK: Skąd czerpałaś inspirację do modelu biznesowego własnej firmy? Czy opierałaś się na intuicji, czy może miałaś doradcę albo mentora?
OA: Muszę powiedzieć, że moje doświadczenie z Polski, gdzie prowadziłam działy PR, zarządzałam kampaniami i projektami dla kilku lub kilkunastu klientów jednocześnie, bardzo mi się przydało przy tworzeniu mojej firmy. Budowanie marki, dobór pracowników, planowanie kampanii marketingowych, zarzadzanie finansami firmy – na początku wszystko to robiłam sama i intuicja mnie nie zawiodła w podejmowaniu właściwych decyzji. Projektowanie to może 25% tego, co robię, pozostały czas zajmuje mi marketing, pisanie artykułów, książek i bloga. Sama wiedza o designie na pewno nie wystarczy, aby stworzyć i prowadzić firmę. Po przyjeździe do Stanów, prawie natychmiast zapisałam się na NYU (New York University) na kurs Business of Interior Design. Poznanie sytuacji prawnej i finansowej mojej nowej branży bardzo mi pomogło uniknąć pomyłek i błędów, które są zmorą projektantów wnętrz. Z biegiem czasu zaczęłam się otaczać osobami, które inspirowały mnie i pozwoliły mi rozwijać się jako businesswoman.
OK: Stawianie na własne nazwisko to ryzykowna strategia, bo stawia się wówczas wszystko na jedną kartę. Czy też tak to odbierasz?
OA: W świecie designu marka to jest wszystko. Branding zawsze był moja pasją i początkowo wymyśliłam wiele fajnie brzmiących nazw dla mojej firmy, ale doszłam do wniosku, że łatwiej jest stworzyć markę opartą na nazwisku projektanta, a później zawsze można ją rozwinąć w innych kierunkach. Moje nazwisko jest moją marką i klienci chcą pracować ze mną, bo jest to marka rozpoznawalna. Dzięki temu, że firma nosi moje nazwisko, jestem często rozpoznawana przez osoby, których nigdy wcześniej osobiście nie spotkałam.
OK: Czy Twoje europejskie korzenie są atutem dla Twoich amerykańskich klientów?
OA: To zdecydowany atut. Ameryka jest wciąż zapatrzona w Europe i bardzo często moi klienci proszą mnie o zaprojektowanie domu w stylu French Country albo English Manor. Dodatkowym atutem jest fakt, że wiele podróżowałam po Azji i Afryce, co daje mi unikalny wgląd w różnorodne klimaty kulturowe. Według mnie, to właśnie umiejętność mieszania stylów i kultur jest moim największym atutem.
OK: Czy sądzisz, że Twój styl jest pod wpływem amerykańskiego designu? Czy gdybyś prowadziła firmę w Polsce, różniłby się?
OA: Z cala pewnością! Moi amerykańscy klienci mają zdecydowanie bardziej tradycyjne gusta niż mój własny i zajęło mi trochę czasu, żeby się do tego przyzwyczaić. Moje projekty w Warszawie były dużo bardziej nowoczesne, wnętrza były prostsze, bardziej otwarte. W mojej pracy tutaj staram się wplatać do tych bardziej tradycyjnych przestrzeni nowoczesne elementy, takie jak moje ulubione krzesło Ghost firmy Kartell.
OK: Nie byłaś w Polsce od 5 lat, czy Twoja wizyta ma charakter prywatny, czy zawodowy?
OA: Prywatny i zawodowy. Oczywiście zobaczę się z rodzina i przyjaciółmi, ale przyleciałam także spotkać się z potencjalnym klientem w Warszawie i z moją przyszłą agencją PR. Zdecydowanie planuję rozpocząć kilka projektów w Europie w 2012.
OK: Czy w swojej firmie zatrudniasz kobiety, czy płeć współpracowników nie ma dla Ciebie znaczenia?
OA: Tak się składa, że wszyscy moi etatowi pracownicy to kobiety, podobnie jak wielu z moich podwykonawców i artystów, z którymi pracuję na co dzien. Z mojego doświadczenia wynika, że kobiety są lepszymi słuchaczami, a w pracy z klientem słuchanie i wczuwanie się w potrzeby innych jest najważniejsze.
OK: W jaki sposób pozyskujesz klientów?
OA: Najlepsi klienci to ci, którzy przychodzą z polecenia. Oni już znają moją prace z domów swoich przyjaciół czy rodziny, i cenią je. Drugim źródłem klientów jest Internet. Byłam jednym z pierwszych projektantów na wschodnim wybrzeżu, którzy mieli stronę internetową w 2004 roku. Ludzie odwiedzają moją stronę, żeby zobaczyć moje projekty, ale także żeby czytać mój blog i dostawać mój cotygodniowy magazyn on-line, w którym dzielę się radami I pomysłami na urządzanie wnętrz.
OK: Co radziłabyś osobom, które wyjeżdżają za granicę, by tam założyć swój własny biznes?
OA: Radzę, żeby umówiły się na kawę z kimś, kto przeszedł tę sama drogę. Znalezienie mentora pozwoli uniknąć pomyłek I dotrzeć do celu dużo szybciej, niż gdyby próbowało się samemu metodą prób i błędów. Warto też zapoznać się z sytuacją prawną w danej branży. Wiele krajów ma listy zawodów, które wymagają specjalnych szkoleń i licencji. Ważna jest także cierpliwość i zgromadzenie zapasów finansowych, na co najmniej 6 miesięcy, czyli czas, kiedy firma się rozwija, tak, aby codzienny strach o finanse nie paraliżował i nie odbierał odwagi do podejmowania ryzyka.
OK: Rozmawiamy na początku roku. Jakie wyzwania i plany rysują się przed Olga Adler Interiors?
OA: Pracuję nad moją drugą książką – poradnikiem dla kobiet, które chcą same urządzać wnętrza i potrzebują książki, która poprowadzi ich krok po kroku do celu. Ta książka będzie dostępna wyłącznie jako e-book. Zaczęłam też serię Olga Adler’s Decorating Tip of the Day. Te krótkie, codzienne porady można znaleźć na moim fanpage’u: http://www.facebook.com/olgaadlerinteriorsfairfieldcounty
W planach mam też segment telewizyjny poświęcony dekorowaniu wnętrz – być może w Polsce…
Przeważająca większość kobiet w firmach – czy to tylko scenariusz Sexmisji?
W ostatnią niedzielę w TVN24 w programie SPS sprawdziliśmy m.in. jakie branże ulęgają feminizacji i dlaczego oraz jak będzie wyglądać przyszłość niektórych branż.
Pokazaliśmy też jakie źródła finansowania startu i rozwoju działalności są najlepsze w okresie turbulencji rynkowych.
Zobacz: http://www.tvn24.pl/15596,1,sukces_pisany_szminka.html