Start|Sukces Pisany Szminką|Newsy-SPS|2011 rok z pewnością nie był nudny...
18 Sty
2012

2011 rok z pewnością nie był nudny...

Żyjemy w ciekawych czasach...

2011 rok z pewnością nie był nudny, jeśli chodzi o wydarzenia, które miały wpływ na sytuację światowej, i polskiej tym samym, gospodarki.

Kryzys strefy euro, trzęsienie ziemi w Japonii, „wiosna ludów” w Afryce Północnej to, moim zdaniem , najważniejsze czynniki, które wypłynęły na procesy ekonomiczne. Przyjrzyjmy się im raz jeszcze.

Kryzys strefy euro zdominował wydarzenia 2011 roku. Po dekadzie istnienia, stało się jasne, że obszar wspólnej waluty nie jest monolitem. Przyczyn problemów jest wiele, najważniejszą jednak stało się gigantyczne zadłużenie części państw. Kryzys nie wynika zatem bezpośrednio z tego, że sama koncepcja wspólnej waluty jest zła. W każdym razie z pewnością można tej koncepcji bronić. Problemem jest raczej totalny brak odpowiedzialności ze strony europejskich polityków, dla których wydawać więcej, niż się zarabia, nie stanowiło żadnego problemu. Oczywiście winę ponoszą także, a może przede wszystkim, społeczeństwa, które takich polityków wybierały. Obiecywano gruszki na wierzbie, a potem te gruszki próbowano dostarczyć.  Państwa zadłużały się zatem ile wlezie, co, wcześniej, czy później, musiało doprowadzić do dramatycznego spadku zaufania do nich. Niestety wiarę w możliwość zadłużania się bez końca podzielało także wielu ekonomistów.

Procesy narastania długów i tym samym spadku zaufania do krajów nasiliły się w związku z kryzysem rynków finansowych 2008-2009. Koszty tego kryzysu, a dokładnie walki z jego skutkami w postaci setek miliardów euro wydanych na stabilizację banków i nakręcenie gospodarek, pokrywane były głównie kolejnymi pożyczkami. Łatwo byłoby jednak o wszystko obwinić jakąś grupę bankierów, czy zarządzających w funduszach, którzy przyczynili się do eskalacji wydarzeń sprzed trzech lat. Gdyby przed 2008 rokiem długi publiczne, i w ogóle finanse publiczne, były pod kontrolą, nikt nie przejąłby się wzrostem zadłużenia wynikającym z dodatkowych „kryzysowych” wydatków. Bo czy ktoś przejął się wzrostem długu na przykład Australii? Nikt! Fakt, wzrósł on o 15 punktów procentowych PKB, ale ponieważ w 2007 wynosił 10% PKB, 25% obecnie i tak jest znakomitym wynikiem.

A zatem to nie kryzys rynków finansowych, ale życie ponad stan latami doprowadziło do największego w dziejach strefy euro kryzysu. Rację miał zatem Milton Friedman, który mówił, że bez kilku fundamentalnych kwestii strefa euro nie przetrwa. I teraz te kwestie, szkoda, że tak późno, mają być realizowane. Kontrola fiskalna, większa współpraca w zakresie polityki podatkowej, zwiększenie efektywności gospodarek to część z nich. Niestety postanowienia w kwestii reform wprowadzane były wolno. Zapał reformatorski polityków europejskich z pewnością był jednym z rozczarowań 2011 roku. Determinacja w porównaniu choćby z działaniami z końca 2008 roku w związku z ratowaniem świata przed konsekwencjami kryzysu rynków finansowych była zdecydowanie mniejsza. Jeszcze raz okazuje się, że politycy amerykańscy są w tej kwestii o wiele sprawniejsi. Żeby nie powiedzieć bardziej odpowiedzialni. W końcu jednak procesy ruszyły. Kluczowe momenty to decyzja o wprowadzeniu tzw. sześciopaku oraz zmian dotyczących kontroli fiskalnej w poszczególnych krajach.

O ile kryzys strefy euro związany był ze świadomym działaniem polityków i pęczniał od lat, o tyle trzęsienie ziemi w Japonii było zaskoczeniem i szokiem dla wszystkich. Dziesiątki tysięcy zabitych, miliardy dolarów strat. Dla samej gospodarki był to oczywiście cios, jednak biorąc pod uwagę postawę Japończyków, w perspektywie najbliższych lat, konieczność odbudowy kraju da silny impuls wzrostowy. I jednocześnie unowocześni i tak nowoczesną infrastrukturę produkcyjną, drogową itd. W zasadzie, z punktu widzenia gospodarczego, poważnych konsekwencji trzęsienia nie ma. Nie potwierdziły się tezy o wyparciu japońskich firm z rynków z uwagi na przerwy w dostawach. Przedsiębiorstwa, dysponujące zazwyczaj sporymi rezerwami gotówkowymi, mają pieniądze na odbudowę. A nowe zakłady, o czym już pisałem, będą jeszcze nowocześniejsze. Tak naprawdę największym problemem okazała się awaria elektrowni atomowej w Fukushimie. To tego faktu przestraszył się świat, to właśnie ten czynnik doprowadził do spadków na światowych giełdach.

Nikt bowiem nie wiedział jak awaria się zakończy i jakie mogą być jej konsekwencje. Obawiano się nawet ograniczenia sprzedaży Japońskich towarów w związku z ich potencjalnym napromieniowaniem. Ale i tu dramatu nie było. Warto dodać, że awaria uzmysłowiła części konsumentom, jak wielkie ilości podzespołów produkcyjnych kupuje się w Japonii. Widać to mocno na przykład w branży motoryzacyjnej. Opóźnienia dostaw dotyczyły nie tylko japońskich samochodów, ale także choćby ich europejskich konkurentów, w związku z dużą ilością montowanych w nich części, pochodzących z kraju Kwitnącej Wyspy. Dość szybko jednak sytuacja została opanowana. Druga gospodarka świata nie poległa w walce z kataklizmem. Choć oczywiście wielką tragedią jest śmierć ludzi.

Trzecim wydarzeniem, które wpłynęło mocno na świat 2011 roku były wydarzenia w Afryce Północnej. „Wiosna ludów” doprowadziła do upadku wielu dyktatorów i tego z pewnością w 2010 roku nikt się nie spodziewał. Jak i związanego z przewrotami wyraźnego wzrostu cen ropy. Najbardziej pesymistyczne prognozy w kwestii kształtowania się owych cen zostały przekroczone o kilkadziesiąt procent. I to realnie wpłynęło na świat, który dopiero zaczął na poważnie wychodzić z kryzysu.

Wyższe ceny ropy wyhamowały przede wszystkim amerykańską gospodarkę, która jest od tych cen dość silnie uzależniona. Na szczęście proces ten nie trwał długo, objął mocno jedynie pierwszy kwartał. Z jednej strony ceny nieco spadły, z drugiej Amerykanie do nieco wyższych poziomów w stosunku do tych przez rewolucjami w Afryce się przyzwyczaili. W sumie dalsza część roku była już dużo lepsza. Z pewnością jednak destabilizacja sytuacji politycznej, włącznie z interwencją międzynarodową w Libii, nie pomagała stabilizować sytuacji ekonomicznej świata.

W Polsce najważniejszym wydarzeniem były z pewnością wybory i perspektywa wprowadzania poważnych reform po nich. Wynik przyjęto dość spokojnie, a expose nowego starego premiera z nadzieją. Zapowiedzi zmian są odważniejsze i bardziej konkretne, niż cztery lata temu.
Warto także podkreślić, że polska gospodarka wciąż ma się nieźle. Możemy oczywiście mówić o tym, że powinna się rozwijać dużo szybciej, bo takie są jej potencjalne możliwości. Oczywiście jest w tym sporo prawdy. Tempo wzrostu jest na poziomie tego obserwowanego w Niemczech, a przecież powinniśmy gonić naszego zachodniego sąsiada, a nie być na równi z nim pod tym względem. To głównie efekt zapóźnień z ostatnich przynajmniej dziesięciu lat. Zła struktura wydatków publicznych, wiele grup uprzywilejowanych, skomplikowane, niejednoznaczne otoczenie gospodarcze. To wszystko prawda. Ale cieszmy się z tego, co jest. Obawiamy się kryzysu strefy euro, ale póki co osłabienie złotego, będące jego konsekwencją, pomaga polskim eksporterom. Warto też odnotować, że w 2011 roku nie sprawdziły się żadne wizje katastrofy w Polsce. Zdaniem niektórych w drugiej połowie roku wzrost gospodarczy miał wyraźnie siąść, w kraju miał królować kryzys. Nic takiego nie nastąpiło. Polacy znowu nie przestraszyli się czarnowidztwa, podobnie jak w roku 2009. I to odnotujmy na plus.
Zresztą nie tylko w Polsce wiele prognoz okazało się totalnie chybionych. Na początku roku dało się słyszeć głosy, że Amerykańska gospodarka wejdzie w silną recesję i to będzie największym problemem świata. Ameryka, póki co, nie jest w silnej recesji, a największym problemem okazała się Europa. Ale cóż, w ciekawych czasach, prognozowanie jest szczególnie trudne...

A co będzie w roku 2012? O tym następnym razem.
Marek Zuber


Żródło: http://managernaobcasach.pl/eksperci/121-marek-zuber/1232-zyjemy-w-ciekawych-czasach.html

Akutalizowane: środa, 18 stycznia 2012 09:53

lifestyle

Podaruj roze

Ostatnie komentarze: