Start|Inspiracje|Olga pyta
Olga pyta
12 Sty
2012

Wywiad z Olgą Adler

Opublikowane w Olga pyta Akutalizowane: piątek, 13 stycznia 2012 11:35

Zaczynała w obcym kraju, w nowej branży. Nie znała rynku, nie miała kontaktów ani gotowego portfolio. A jednak osiągnęła spektakularny sukces.

O tym jak tego dokonała opowiada w wywiadzie z Olgą Kozierowską.

 

Olga Kozierowska: Mieszkasz w Stanach od 8 lat, od 7 prowadzisz swój własny biznes. Czy początki były trudne?

Olga_AdlerOlga Adler: Początki były trudne, ponieważ zaczynałam w nowym kraju i w nowej dla mnie branży. Nie miałam tu żadnych znajomych ani kontaktów, nie znałam tutejszego rynku, produktów ani dostawców i, co najważniejsze, nie miałam portfolio, które mogłabym zaprezentować potencjalnym klientom. Tymczasem w moim biznesie najważniejsze są zdjęcia skończonych projektów oraz listy polecające - ja nie miałam ani jednego ani drugiego. Projekty, które zrobiłam w Polsce, to były nowoczesne apartamenty, coś, co w Connecticut, gdzie mieszkam, praktycznie nie istnieje. Musiałam więc zaczynać od zera i moje pierwsze dwa projekty na Manhattanie zrobiłam za darmo – po to, żeby zbudować portfolio.

OK: Czy to przypadek, iż założyłaś firmę w Stanach, a nie w Polsce?

OA: To był zupełny przypadek. W czasie, kiedy zaczynałam rozważać zmianę zawodu i założenie własnej firmy w Warszawie, poznałam mojego przyszłego męża w czasie podróży służbowej do Nowego Jorku. Zaiskrzyło i 6 miesięcy później byłam już w Stanach.

OK: Czy sądzisz, że tutaj, w Warszawie, byłoby Ci łatwiej/trudniej?

OA: Nie wiem, bo nigdy nie spróbowałam w Polsce prowadzić własnej firmy. Pamiętam jednak jeszcze z Polski, że moi znajomi, którzy mieli własne sklepy, firmy PR-owe lub producenckie, zawsze narzekali na biurokrację, ograniczenia i niejasne przepisy podatkowe. W Stanach założenie firmy zajęło mi 1 dzień i zrobiłam to bez wychodzenia z domu, przez Internet. Mieszkałam wtedy w Stanach 6 miesięcy i nie miałam nawet jeszcze zielonej karty, jedyne, co było mi potrzebne to numer ubezpieczenia socjalnego i konto w banku.

OK: Interior design w Polsce to ciągle dynamicznie rozwijająca się dziedzina. Jak to wygląda w Stanach?

OA: To jest bardzo nasycony rynek. Jest tu chyba tylu dekoratorów wnętrz ilu agentów nieruchomości. J Poziom i zakres usług zaczyna się od osób, które zajmują się tylko doborem mebli i akcesoriów, a kończy na projektantach wnętrz, którzy pracują wraz z architektami (a czasami zamiast nich) i projektują całe domy. Są też tacy, którzy oferują bardzo niedrogie usługi przez Internet.

OK: Skąd czerpałaś inspirację do modelu biznesowego własnej firmy? Czy opierałaś się na intuicji, czy może miałaś doradcę albo mentora?

OA: Muszę powiedzieć, że moje doświadczenie z Polski, gdzie prowadziłam działy PR, zarządzałam kampaniami i projektami dla kilku lub kilkunastu klientów jednocześnie, bardzo mi się przydało przy tworzeniu mojej firmy. Budowanie marki, dobór pracowników, planowanie kampanii marketingowych, zarzadzanie finansami firmy – na  początku wszystko to robiłam sama i intuicja mnie nie zawiodła w podejmowaniu właściwych decyzji. Projektowanie to może 25% tego, co robię, pozostały czas zajmuje mi marketing, pisanie artykułów, książek i bloga. Sama wiedza o designie na pewno nie wystarczy, aby stworzyć i prowadzić firmę. Po przyjeździe do Stanów, prawie natychmiast zapisałam się na NYU (New York University) na kurs Business of Interior Design. Poznanie sytuacji prawnej i finansowej mojej nowej branży bardzo mi pomogło uniknąć pomyłek i błędów, które są zmorą projektantów wnętrz. Z biegiem czasu zaczęłam się otaczać osobami, które inspirowały mnie i pozwoliły mi rozwijać się jako businesswoman.

OK: Stawianie na własne nazwisko to ryzykowna strategia, bo stawia się wówczas wszystko na jedną kartę. Czy też tak to odbierasz?

OA: W świecie designu marka to jest wszystko. Branding zawsze był moja pasją i początkowo wymyśliłam wiele fajnie brzmiących nazw dla mojej firmy, ale doszłam do wniosku, że łatwiej jest stworzyć markę opartą na nazwisku projektanta, a później zawsze można ją rozwinąć w innych kierunkach. Moje nazwisko jest moją marką i klienci chcą pracować ze mną, bo jest to marka rozpoznawalna. Dzięki temu, że firma nosi moje nazwisko, jestem często rozpoznawana przez osoby, których nigdy wcześniej osobiście nie spotkałam.

OK: Czy Twoje europejskie korzenie są atutem dla Twoich amerykańskich klientów?

SunroomOA: To zdecydowany atut. Ameryka jest wciąż zapatrzona w Europe i bardzo często moi klienci proszą mnie o zaprojektowanie domu w stylu French Country albo English Manor. Dodatkowym atutem jest fakt, że wiele podróżowałam po Azji i Afryce, co daje mi unikalny wgląd w różnorodne klimaty kulturowe. Według mnie, to właśnie umiejętność mieszania stylów i kultur jest moim największym atutem.

OK: Czy sądzisz, że Twój styl jest pod wpływem amerykańskiego designu? Czy gdybyś prowadziła firmę w Polsce, różniłby się?

OA: Z cala pewnością! Moi amerykańscy klienci mają zdecydowanie bardziej tradycyjne gusta niż mój własny i zajęło mi trochę czasu, żeby się do tego przyzwyczaić. Moje projekty w Warszawie były dużo bardziej nowoczesne, wnętrza były prostsze, bardziej otwarte. W mojej pracy tutaj staram się wplatać do tych bardziej tradycyjnych przestrzeni nowoczesne elementy, takie jak moje ulubione krzesło Ghost firmy Kartell.

OK: Nie byłaś w Polsce od 5 lat, czy Twoja wizyta ma charakter prywatny, czy zawodowy?

OA: Prywatny i zawodowy. Oczywiście zobaczę się z rodzina i przyjaciółmi, ale przyleciałam także spotkać się z potencjalnym klientem w Warszawie i z moją przyszłą agencją PR. Zdecydowanie planuję rozpocząć kilka projektów w Europie w 2012.

OK: Czy w swojej firmie zatrudniasz kobiety, czy płeć współpracowników nie ma dla Ciebie znaczenia?

OA: Tak się składa, że wszyscy moi etatowi pracownicy to kobiety, podobnie jak wielu z moich podwykonawców i artystów, z którymi pracuję na co dzien. Z mojego doświadczenia wynika, że kobiety są lepszymi słuchaczami, a w pracy z klientem słuchanie i wczuwanie się w potrzeby innych jest najważniejsze.

OK: W jaki sposób pozyskujesz klientów?

OA: Najlepsi klienci to ci, którzy przychodzą z polecenia. Oni już znają moją prace z domów swoich przyjaciół czy rodziny, i cenią je. Drugim źródłem klientów jest Internet. Byłam jednym z pierwszych projektantów na wschodnim wybrzeżu, którzy mieli stronę internetową w 2004 roku. Ludzie odwiedzają moją stronę, żeby zobaczyć moje projekty, ale także żeby czytać mój blog i dostawać mój cotygodniowy magazyn on-line, w którym dzielę się radami I pomysłami na urządzanie wnętrz.

OK: Co radziłabyś osobom, które wyjeżdżają za granicę, by tam założyć swój własny biznes?

powder_roomOA: Radzę, żeby umówiły się na kawę z kimś, kto przeszedł tę sama drogę. Znalezienie mentora pozwoli uniknąć pomyłek I dotrzeć do celu dużo szybciej, niż gdyby próbowało się samemu metodą prób i błędów. Warto też zapoznać się z sytuacją prawną w danej branży. Wiele krajów ma listy zawodów, które wymagają specjalnych szkoleń i licencji. Ważna jest także cierpliwość i zgromadzenie zapasów finansowych, na co najmniej 6 miesięcy, czyli czas, kiedy firma się rozwija, tak, aby codzienny strach o finanse nie paraliżował i nie odbierał odwagi do podejmowania ryzyka.

OK: Rozmawiamy na początku roku. Jakie wyzwania i plany rysują się przed Olga Adler Interiors?

OA: Pracuję nad moją drugą książką – poradnikiem dla kobiet, które chcą same urządzać wnętrza i potrzebują książki, która poprowadzi ich krok po kroku do celu. Ta książka będzie dostępna wyłącznie jako e-book. Zaczęłam też serię Olga Adler’s Decorating Tip of the Day. Te krótkie, codzienne porady można znaleźć na moim fanpage’u: http://www.facebook.com/olgaadlerinteriorsfairfieldcounty

W planach mam też segment telewizyjny poświęcony dekorowaniu wnętrz – być może w Polsce…

22 Gru
2011

Wywiad z Bożeną Batycką

Opublikowane w Olga pyta Akutalizowane: czwartek, 22 grudnia 2011 11:07

Z marzeń nie wolno rezygnować


Marzenia trzeba mieć. Inna rzecz, że one się zmieniają wraz z nami, dorośleją, dojrzewają...

Olga Kozierowska: Pani życie może być inspiracją dla wielu kobiet. To przykład, że warto spełniać własne marzenia, w każdej sytuacji i w każdym wieku. Jak udało się Pani po wielu latach spędzonych w domu wejść w świat biznesu i stworzyć „torebkowe” imperium?

Bożena Batycka: Odpowiedź jest jedna: pasja życia. Zakochuję się w tym, co robię. To mi daje siłę, a może tę siłę potrafię odnaleźć w tym, co robię... Niezależnie od tego, czym się zajmuję, co tworzę,  zabiegam, by mój świat był piękny.  Kiedy zajmowałam się domem i dziećmi, ta praca była dla mnie najważniejsza. Dom musiał pachnieć świeżym ciastem, musiał być bezpieczny i dostatni. I taki był. Smażyłam konfitury, robiłam leguminy, przygotowywałam święta... Kiedy dzieci podrosły, poczułam, że mogę spełnić się w innych obszarach, zająć się projektowaniem, czymś, o czym zawsze marzyłam. A jak ma się jasny cel i wolę, by marzenia urzeczywistnić, to jest już bardzo dużo.

OK: Dołączyła Pani do rodzinnej firmy w 1989 roku i weszła z wiarą w nową polską rzeczywistość. W jednym z wywiadów powiedziała Pani, że jej marzenia sięgały gwiazd…

BB: To prawda, że mierzyłam wysoko. Ale też wierzyłam w swoje marzenia. Decydując się na wejście do rodzinnej firmy miałam przekonanie, że się tu sprawdzę, że zdołam wprowadzić w życie swoje pomysły, że mam dużo do zaproponowania. Miałam w sobie wielką determinację. Ale byłam również przygotowana na to, że wielkie plany wymagają poświęceń i wyrzeczeń.

OK: Czy „energia Kresów", o której często Pani wspomina, pomaga osiągnąć sukces w biznesie?

foto4BB: Energię Kresów czuję prawie fizycznie. Z Kresów pochodzili moi rodzice i teściowie. Nie mam wątpliwości, że w budowaniu osobowości ogromną rolę odgrywają nasze korzenie. Ciągle mam w pamięci siłę charakteru mojej babci, która żyła w harmonii ze swoimi wyborami. I mojego ojca, który miał w domu cztery kobiety: mamę, dwie moje siostry i mnie i potrafił zapewnić nam wygodne życie. Był bardzo przedsiębiorczy. Noszę w sobie też obraz mojego teścia, założyciela firmy Batycki, a także obraz mojej teściowej, która była dla mnie uosobieniem kobiety idealnej. Dobra tradycja, dobre wspomnienia, ciepły dom, rodzina, to siła i fundament na całe życie.

OK: Wielu ludzi myśli o założeniu własnej firmy, ale finał nie zawsze jest szczęśliwy. Jakie są niezbędne elementy sukcesu?

BB: Lubię powtarzać, że błyskawiczny sukces to lata ciężkiej pracy. Myślę, że jest to najlepsza diagnoza. Oprócz dobrego pomysłu, potrzebne są wytrwałość i wiara, że się uda. Sukces to nieustanna praca i ciągłe pokonywanie trudności. Ale bardzo ważny jest też zespół sprawdzonych ludzi, połączonych wspólną pasją. Ja taki mam. To wielka siła, wielkie szczęście. Jesteśmy jak jedna rodzina.

OK: Co trzeba wiedzieć, by zaprojektować i stworzyć idealną torebkę?

BB: Każdy proces tworzenia jest czymś w rodzaju zetknięcia ducha z materią. A więc trzeba mieć projekt i osadzić go w materii... Czyli w moim przypadku zderzyć koncepcję torebki z odpowiednią skórą. Studiowanie tajników technologii produkcji zajęło mi ponad dziesięć lat. Dopiero kiedy poczułam, że ta wiedza jest mi bliska, mogłam powiedzieć, że zaczynam rozumieć na czym polega projektowanie i praca nad torebką. Oprócz koncepcji, pomysłów potrzebna jest więc pokora i dobre rzemiosło. Tylko z tego połączenia rodzi się wartość.

OK: Fabryka Batycki mieści się w Gdańsku. Czy myślała Pani kiedyś o tym, żeby przenieść produkcję do krajów, gdzie jej koszty są niższe?

BB: Moje miejsce, jest tutaj, w Gdańsku. Cenię tradycję, a tradycja to Wybrzeże. Wszystko dzieje się: „tu i teraz”, w Polsce, w Gdańsku, w naszej fabryce. Gdańsk to nie tylko wierność korzeniom, praca nad budowaniem tożsamości firmy. Produkcja „na miejscu” ma też inne zalety: pozwala nam tworzyć krótkie serie, wykonywać pojedyncze egzemplarze torebek na szczególne okazje. To wielki komfort. Mamy czas i możliwości, by pochylić się nad produktem, dopracować każdy szczegół, w każdej chwili możemy coś zmienić, poprawić, udoskonalić.

OK: Symbolem marki Batycki jest bursztyn. Dlaczego?

foto6BB: To kamień polskiego Wybrzeża. Najlepiej i najpiękniej oddaje filozofię firmy, jest jej cudowną syntezą. Bursztyn wyraża wszystko, co chcemy powiedzieć: że żyjemy i pracujemy w Gdańsku, stolicy bursztynu; jest esencją Bałtyku i esencją marki, naszych emocji związanych z pracą. Jest kamieniem pięknym, kojarzy się z radością, z pomyślnością, ze zdrowiem. Ta bursztynowa idea „spłynęła” na mnie podczas jednej z podróży do Włoch. Uświadomiłam sobie wtedy rzecz z pozoru oczywistą, że na świecie jest wiele pięknych produktów, w większości jednak nierozpoznawalnych. Bursztyn! Tego właśnie szukałam! Materia została ożywiona, a firma zyskała tożsamość.

OK: Czy najbliższa przyszłość to czas na spełnianie kolejnych marzeń?

BB: Z marzeń nie wolno rezygnować. Marzenia trzeba mieć. Inna rzecz, że one się zmieniają wraz z nami, dorośleją, dojrzewają... Teraz, po latach zrewidowałam swoje dawne myślenie, dziś cieszy mnie co innego niż przed laty, co innego się liczy, co innego jest ważne. Dziś, dzięki jodze, która pozwoliła mi odkryć wiele nowych dróg, najbardziej fascynująca wydaje mi się podróż w głąb własnej duszy. Znalazłam drogę do samej siebie. Mam też czas na naukę języka chińskiego. Przede mną podróż do Indii, inna niż dotychczasowe. Bez walizki, za to plecakiem. Gdyby ktoś powiedział mi parę lat temu, że będę jeździć po Indiach z plecakiem, nigdy bym w to nie uwierzyła. Ale tak właśnie będzie. I już się na to cieszę!

 

30 Lis
2011

Wywiad z Katarzyną Niezgodą

Opublikowane w Olga pyta Akutalizowane: piątek, 02 grudnia 2011 21:52

Zmiany to często początek czegoś lepszego

W sytuacjach trudnych stawiam sobie pytania: Jak to może się udać? W jaki sposób ja mogę się przyczynić do sukcesu? Mówi w wywiadzie z Olgą Kozierowską - Katarzyna Niezgoda.

 

Olga Kozierowska: Mówi się, że jedyną stałą w życiu jest zmiana – czy to samo stwierdzenie odnosi się do biznesu?

Katarzyna Niezgoda: Oczywiście, a może nawet jeszcze bardziej. Zwłaszcza dzisiaj biznes jest w stanie permanentnej zmiany. Już nie trzeba na nią czekać, zmiana jest w zasadzie codziennością. Trzeba sobie zdać z tego sprawę i przystosować się do funkcjonowania w takich warunkach.

OK: Czy wprowadzanie zmian to zawsze szansa na lepsze jutro?

KN: Nie zawsze, ale zmiany mogą być początkiem czegoś lepszego. Wszystko zależy od przygotowania i od współpracy z ludźmi. Nawet największe restrukturyzacje, fuzje i przejęcia były przeprowadzane z sukcesem, bo ludzie stanęli po stronie pracodawcy. Z kolei czasami małe zmiany w przedsiębiorstwie się nie udają, gdyż pracownicy bojkotują je, ponieważ nie zostali do nich przygotowani ani przekonani.

OK: Na jakie ryzyka trzeba zwrócić uwagę wprowadzając poważne zmiany w firmie? W jakich sytuacjach zmiana się po prostu nie opłaca…

KN: Trzeba przeprowadzić dokładną analizę sytuacji, rozważyć wszystkie za i przeciw, a także mieć alternatywne scenariusze. Zmiana nie opłaca się, kiedy ani w aspekcie finansowym, ani ludzkim nie następuje poprawa sytuacji firmy – nie staje się ona bardziej konkurencyjna, innowacyjna, albo efektywna.

OK: Kto stanowi najważniejszą grupę podczas takiego procesu – zarząd czy pracownicy?

KN: Zawsze pracownicy. Zarząd to tylko reprezentacja pracowników. Sam zarząd nie jest w stanie nic zrobić. Kluczowe znaczenie dla każdej firmy mają menedżerowie liniowi. To oni mogą zmienić status quo. To ich zaangażowanie, a także ich relacje z zespołem mogą zaważyć o sukcesie lub porażce przedsięwzięcia.

OK: Jak przekonać pracowników do tego by zaakceptowali zmiany, jakich sposobów używać?

KN: Po pierwsze, drugie i trzecie – być szczerym. Nie ukrywać sytuacji przed pracownikami. Oczywiście, trzeba zarządzić odpowiednio informacją – dostosować ją do pracowników i ustalić harmonogram komunikacji. Brak komunikacji prowadzi do plotek, a plotka to najgorsza przeszkoda w procesie zmian.

OK: Pani doświadczyła w życiu wielu zmian, pracowała Pani w różnych branżach od kosmetyków, przez FMCG, finanse po modę. Co trzeba wiedzieć, jak działać by móc tak łatwo dokonywać tego typu zawodowych ewolucji?

KN: Warto być elastycznym i otwartym na potrzeby innych. Trzeba umieć słuchać i dotrzeć do sedna sprawy. Pomaga, jeśli jest się osobą otwartą na zmianę. Mi zmiana przychodzi z łatwością, mam naturę nie lubiącą pustki i stagnacji, nie dla mnie tzw. ciepłe posady, na którym ludzie tkwią latami, dlatego, że czują się bezpiecznie, a nie mają nic ciekawego do zrobienia, bo już wszystko zrobili, albo nie mają szans na wprowadzenie kreatywnych pomysłów.

OK: Udowodniła Pani także, że umiejętnie potrafi zarządzać sytuacjami kryzysowymi. Co daje Pani siłę? Co radziłaby Pani innym kobietom, które doświadczają trudnych chwil?

KN: Jestem konsekwentna w swoich wyborach, decyzjach. Biorę odpowiedzialność za podejmowane decyzje, a w związku z tym dokładnie je analizuję przed ich podjęciem. W sytuacjach kryzysowych radziłabym zachowanie spokoju, nawet w najtrudniejszych momentach. Pośpiech jest najgorszym doradcą. Pochopnie podjęte decyzje działają na naszą niekorzyść. Jestem osobą otwartą, która oczywiście z jednej strony ocenia swoje możliwości, ale zawsze patrzę na pozytywną stronę problemu. I myślę o rozwiązaniu. Stawiam sobie pytania: Jak to może się udać? W jaki sposób ja mogę się przyczynić do sukcesu?

OK: Znalazła się Pani w rankingu 50. najbardziej wpływowych kobiet opublikowanym przez miesięcznik „Home&Market” w lutym 2011 roku. Czy  był to tylko początek budowania ogromnych wpływów w biznesie Katarzyny Niezgody? :)

KN: Wyróżnienia są zawsze miłe i jestem wdzięczna za to, że prasa dostrzega moje osiągnięcia zawodowe. Nie buduję jednak swojej pozycji na nagrodach, ale na dokonaniach w biznesie. O mojej wartości jako menedżera świadczą podejmowane przeze mnie decyzje i opinia ludzi, z którymi pracuję i pracowałam.

OK: Teraz prowadzi Pani do sukcesu Deni Cler – jaką strategię obrała Pani na najbliższe dwa lata?

KN: Deni Cler ma silną tożsamość i niezwykle lojalną grupę klientek. Moja strategia jest ewolucyjna, nie rewolucyjna i bazuje przede wszystkim na wykorzystaniu potencjału tkwiącego w marce. W tym roku udało nam się doprowadzić do otworzenia kilku nowych salonów oraz odświeżenia istniejących. Kolejne zmiany pojawią się już na początku przyszłego roku. Nasze dalsze działania będą zmierzały do umacniania wizerunku marki jako silnej marki odzieżowej na polskim rynku, oferującej atrakcyjną elegancką odzież dla kobiet w każdym wieku, od rana do wieczora.

OK: Co będzie modne w karnawale?

KN: W karnawale proponujemy odrobinę szaleństwa w najlepszym stylu. Już 9 stycznia odbędzie się pokaz nowej kolekcji Deni Cler i premiera nowej linii sukien koktajlowych i wieczorowych. Będą to wyjątkowe propozycje dla pań, które poszukują czegoś innego, chcą się wyróżnić, a jednocześnie istotna jest dla nich wysoka jakość. Mam nadzieję, że te propozycje znajdą uznanie w oczach naszych klientek i w karnawale królować będą kreacje z metką Deni Cler J

25 Lis
2011

Wywiad z Kingą Rusin

Opublikowane w Olga pyta Akutalizowane: piątek, 25 listopada 2011 11:30

Nie ulegamy pokusie większych zysków

Biznes to wyzwanie, pole doświadczalne, szansa na sprawdzenia się. Firma daje mi też możliwość zdystansowania się od negatywnych aspektów pracy w mediach: od plotek i intryg. Tu liczą się konkrety – mówi w rozmowie z Olga Kozierowską Kinga Rusin.

Olga Kozierowska: Jest Pani jedną z najbardziej wpływowych kobiet polskiego show biznesu, Pani kariera kwitnie, a tu nagle decyduje się Pani otworzyć firmę kosmetyczną. Co wpłynęło na taki obrót wydarzeń?

Kinga Rusin: Uwielbiam wyzwania! Chciałam sprawdzić się na nowym polu, marzyłam o tym, żeby stworzyć coś pod czym będę mogła z czystym sumieniem i dumą się podpisać. Biznes jako taki nie był mi obcy bo wcześniej przez ponad 8 lat byłam współwłaścicielką agencji PR Idea Media. Kreowaliśmy wizerunki firm i produktów, kierowaliśmy kampaniami marketingowymi. Postanowiłam wykorzystać tę wiedzę i doświadczenie we własnym przedsięwzięciu. Założenie firmy kosmetycznej wymagało jeszcze znalezienia odpowiedniego, biznesowego partnera, a potem połączenia wysiłków na rzecz wspólnej firmy. Udało się.

 

OK: Co było dla Pani inspiracją?

KR: Od lat z zainteresowaniem przyglądam się różnym zachodnim gwiazdom i celebrytom, którzy potrafią zarządzać swoim medialnym wizerunkiem, którzy sławę i rozpoznawalność traktują jako wartość. Przyjmują oferty reklamowe od innych albo sami wymyślają własne produkty. Najlepszym przykładem wśród tych drugich może być wybitny aktor Paul Newman, który wiele lat temu zaczął produkować przetwory, dżemy, sosy, soki umieszczać swoje zdjęcie na opakowaniach i podpisywać je swoim nazwiskiem. Odniósł wielki sukces. Kosmetyki firmowane własnym nazwiskiem ma projektantka mody Stella McCartney. Dziennikarka Oprah Winfrey wydaje własną gazetę O! Zachowując ostrożność w proporcjach przy takich porównaniach, to idąc za ich przykładem postanowiłam stworzyć projekt biznesowy, który mogłabym firmować swoją twarzą i nazwiskiem.

 

OK: Dlaczego wybór padł na branżę kosmetyczna?

KR: Pomysł na własny biznes zbiegł się z moim udziałem w programie Taniec z Gwiazdami. Dużo wtedy ćwiczyłam, zaczęłam poświęcać sobie więcej czasu, odkryłam podwójną przyjemność w dbaniu o swoje ciało. Próbowałam różnych kosmetyków, ale cały czas nie mogłam znaleźć ideału. Pomogła mi przyjaciółka działająca od lat w branży kosmetycznej – Magda Hajduk – Naklicka. To właśnie z nią stworzyłyśmy później wspólnie markę Pat&Rub by Kinga Rusin.

 

OK: Jak wyglądały początki Pat&Rub by Kinga Rusin oraz na co zdecydowała się Pani kłaść nacisk by wyróżnić tę markę?

KR: Magda pierwsza pokazała mi kosmetyki naturalne, bez kontrowersyjnych substancji, bez konserwantów, bez parabenów i bez pochodnych ropy naftowej. Od razu je pokochałam, bo były bliskie mojej życiowej filozofii zdrowego życia i bycia jak najbliżej natury. Niestety wszystkie testowane przez nas produkty były niedostępne na polskim rynku. A te kosmetyki naturalne, które mogłyśmy kupić np. w aptekach był nieprzyjemne w użyciu. Miałyśmy wielkie wymagania. Miało być naturalnie, ale jednocześnie skutecznie i przyjemnie. Pomyślałyśmy wtedy, że jesteśmy w stanie takie właśnie kosmetyki stworzyć w Polsce. Magda Hajduk miała wtedy małą firmę kosmetyczną i pracowała ze znakomitą panią technolog, która podjęła wyzwanie, dołączyła do naszego grona i stworzyła naturalne formuły kosmetyków Pat&Rub by Kinga Rusin.. W ten sposób powstał kosmetyk naszych marzeń. Jesteśmy niezmiernie szczęśliwe, że z roku na rok przybywa na naszym rynku entuzjastów naturalnych produktów. Grono naszych klientów nieustająco się powiększa. Najbardziej cieszą nas ich pozytywne recenzje.

 

OK: Podobno testowała Pani kolejne swoje produkty osobiście…

KR: Staram się mieć jak największy udział w powstawaniu każdego naszego produktu. Jest już ich ponad sto, ale żaden nie wyszedł na rynek bez mojej akceptacji. Sprawdzam konsystencje, testuję walory aplikacyjne, wybieram zapachy, oceniam skuteczność działania. Czasami pochłania to mnóstwo czasu i energii szczególnie, jeżeli nie do końca jesteśmy z Magdą zadowolone. Nasza linia do pielęgnacji twarzy, która jest w sprzedaży od początku czerwca była ulepszana przez ponad rok! Dopiero kiedy każdy najdrobniejszy szczegół, z rodzajem aplikatora włącznie dostał od nas ocenę doskonałą, siedem kremów, mleczko, tonik, płyn micelarny i serum w eko-ampułce mogły wejść na rynek. Obecnie czekam na próbki szamponów i odżywek podkreślających i ożywiających kolor włosów. Mam nadzieję, że te produkty będą do kupienia już na jesieni.

 

OK: Stworzenie firmy kosmetycznej i promowanie jej własnym nazwiskiem jest przez marketerów oceniane jako ryzykowne bo stawia się na szali całe swoje jestestwo, swój image, a jak Pani do tego podchodzi?

KR: Jeżeli produkt jest doby i dobrze się sprzedaje nie ma żadnej ujmy na honorze. Wręcz przeciwnie! Decyzja o założeniu własnego biznesu była odważna, ale jednocześnie przemyślana, a projekt dopracowany. Wierzyłam w niego od samego początku i z roku na rok utwierdzam się w przekonaniu, że to był dobry wybór. Nie bez znaczenia była tu świetna współpraca z moją biznesową partnerką, wspólny cel, podobne wymagania, zbliżone gusty. Na naszych opakowaniach umieszczony został duży napis „bez kompromisów”. Nie ulegamy pokusie większych zysków kosztem zmniejszenia jakości. Kupujemy najlepsze dostępne komponenty i stosujemy maksymalne stężenia substancji aktywnych. Tak właśnie zdobywamy klientów. Postawiłyśmy na jakość. Chciałam, żeby moje nazwisko właśnie z tym się kojarzyło.

 

OK: Pat&Rub by Kinga Rusin rozwija się dynamicznie. Jak teraz wygląda sieć dystrybucji i sprzedaży?

KR: Jeśli chodzi o sprzedaż detaliczną to od początku mamy dobrego i wspierającego partnera, którym jest Sephora. W handlu detalicznym to nasz wyłączny partner. Zarząd Sephory udzielił nam dużego kredytu zaufania na początku, ale na pewno nie żałuje. Produkty Pat&Rub by Kinga Rusin sprzedają się znakomicie, a np. w maju jeden z naszych produktów Balsam do Rąk z linii Żurawina-Cytryna był najlepiej sprzedającym się produktem ze wszystkich dostępnych kosmetyków pielęgnacyjnych. Z Sephorą nie docieramy niestety do każdego zakątka Polski. Dlatego stale rozwijamy sprzedaż internetową Nasz sklep internetowy ma z dnia na dzień coraz więcej klientów. Bardzo o nich dbamy, bo przy okazji dzielą się z nami swoimi spostrzeżeniami i pomysłami na rozwój firmy. Jesteśmy bardzo otwarci na wszelkie wymiany opinii i dyskusje. Błyskawicznie reagujemy na potrzeby rynku. Stworzyliśmy również linię do pielęgnacji profesjonalnej. Współpracujemy z kilkunastoma DAY SPA i SPA plenerowymi. Naszych partnerów selekcjonujemy. Współpracujemy tylko z tymi, którzy dzielą naszą fascynację kosmetykami naturalnymi. Linia profesjonalna składa się z kilkunastu zabiegów na ciało i twarz.

 

OK: Czy zdradzi Pani jak wygląda strategia firmy na następne lata?

KR: Strategii nie zdradzę, powiem tylko, że mamy rozległe plany, bo wciąż wpadamy na pomysły produktów, jakich na rynku brakuje.

 

OK: Branża kosmetyczna jest najbardziej konkurencyjną branżą. Pat&Rub by Kinga Rusin udało się jednak w krótkim czasie osiągnąć sukces. Jakie czynniki wpłynęły na taki przebieg wydarzeń?

KR: Na pewno takim czynnikiem było wejście na rynek z poważnym dystrybutorem jakim jest Sephora, od początku z dobrze przemyślanym i pokaźnym asortymentem.
Uważamy, że sukces marki Pat&Rub by Kinga Rusin spowodowany jest również trzymaniem się naszych pierwotnych założeń: świetna jakość, najlepsze surowce w zalecanych przez producentów surowców stężeniach, przyjemność stosowania i rozsądna, przy tej jakości, cena. Czyli świetna oferta dla klienta. Konsumenci są coraz bardziej świadomi i nie chcą płacić za opakowania lub rozbudowany marketing. Płacą za jakość.

 

OK: Jakie działania były podjęte w celu budowania świadomości marki na początku istnienia firmy?

KR: Na początku dużo uwagi poświęcaliśmy widocznemu zaistnieniu w perfumeriach Sephora. W pierwszym roku intensywnie edukowaliśmy personel perfumerii o marce Pat&Rub by Kinga Rusin i kosmetykach naturalnych. Inwestowaliśmy w dodatkowe miejsca ekspozycyjne w perfumeriach. Edukowaliśmy również konsumentów, których wiedza na temat naturalnych kosmetyków była wtedy niewielka. Na polskim rynku to była nowość, podczas gdy na zachodzi już prawdziwy trend. Zapraszaliśmy na konferencje prasowe autorytety kosmetyczne, które przybliżały dziennikarzom wiedzę o kosmetykach naturalnych. Chodziłyśmy z naszą panią technolog po zainteresowanych redakcjach aby wyjaśnić czym różnią się kosmetyki naturalne, a tym samym Pat&Rub by Kinga Rusin od konwencjonalnych. Zarówno dziennikarze jak i klienci byli bardzo otwarci na ten nowy nurt, ale od otwartości do prawdziwego przekonania dzieliła nas na początku długa droga.

 

OK: W jaki sposób obecnie jest promowana marka?

KR: Stawiamy na marketing szeptany, który jest bardzo skuteczny w przypadku produktów o świetnej jakości, potrafiących zachwycić klienta – a takie są produkty Pat&Rub by Kinga Rusin. Marka Pat&Rub by Kinga Rusin nie reklamuje się w sposób konwencjonalny. Jesteśmy w stanie przez to utrzymać rozsądne ceny. Staramy się niestandardowymi metodami dotrzeć z próbkami i testerami do konsumentów, tak aby mieli okazję spróbować naszych produktów. Bierzemy udział w różnego rodzaju dyskusjach, jesteśmy aktywni w internecie, uczestniczymy w targach kosmetycznych i kongresach, spotykamy się bezpośrednio z klientami na zaaranżowanych spotkaniach. Cykl takich spotkań odbyłam ostatnio w perfumeriach Sephory na terenie całej Polski. To było bardzo ciekawe doświadczenie móc się spotkać z naszymi klientami twarzą w twarz. Zaskoczył mnie bardzo wysoki poziom dyskusji i zaangażowanie w nią zarówno pań jak i panów (od dwóch lat mamy w sprzedaży linię naturalnych kosmetyków męskich do pielęgnacji ciała i twarzy). Takie spotkania, choć bardzo czasochłonne są bezcenne bo tworzą bliską więź z klientem, który sam staje się ambasadorem marki. Jestem bardzo dumna z naszej firmy i chętnie opowiadam o niej w różnych wywiadach. To na pewno również przyczynia się do rozpoznawalności samej marki. Ale największą zasługę w sukcesie mają niewątpliwie zadowoleni klienci.

 

OK: Mówi Pani o największych sukcesach a co z wyzwaniami?

KR: Największym wyzwaniem dla nas jest realizacja wszystkich naszych pomysłów bez zbytniego rozdmuchiwania rozmiarów firmy. Na razie nie chcemy tracić jej „kameralnego” charakteru i wraz ze wspólniczką chcemy w dalszym ciągu osobiście czuwać nad powstawaniem kolejnych produktów.

 

OK:Realizując dany projekt musimy pokonywać problemy, cieszymi się z małych i wiekszych sukcesów ale także doświadczamy często komicznych sytuacji. Czy takie miały miejsce w przypadku Pat&Rub?

KR: Najzabawniejsze sytuacje przydarzały mi się na samym początku istnienia firmy, kiedy sama byłam na początkowym etapie edukacji. Przez długi czas, zmylona kampaniami reklamowymi wielu pseudo naturalnych produktów byłam na przykład święcie przekonana, że naturalne zapachy to po prostu zapachy natury, na przykład zielone jabłuszko, mango, jagody. Nigdy nie zapomnę miny naszej pani technolog kiedy wręczyła mi listę naturalnych zapachów. Było na niej zaledwie kilka nazw, zioła, korzenie i owoce cytrusowe. A Poziomki? Zapytałam pełna nadziei w głosie.” Możesz zerwać w lesie i zjeść” - usłyszałam w odpowiedzi - „Ale olejku eterycznego to one nie mają”. Teraz sytuacja zapachowa zmienia się z dnia na dzień. Producenci naturalnych zapachów poszerzyli w międzyczasie gamę naturalnych aromatów możliwych do użycia w kosmetykach, sięgając po nowatorskie metody ich pozyskiwania. Wybór jest znacznie większy.
Zabawna sytuacja przydarzyła mi się niedawno na spotkani z klientkami w Krakowie. Przyszły na nie studentki chemii i kosmetologii po to, jak mi później wyjawiły, „żeby mnie zagiąć”. Wiele osób cały czas nie wierzy, że naprawdę jestem zaangażowana w tę firmę i orientuję się o co w tym wszystkim chodzi. Po spotkaniu podeszły, żeby osobiście pogratulować mi wiedzy i … przeprosić Uśmiech

 

OK: Co nazwałaby Pani swoja pasja zawodową? Media czy własną firmę?

KR: Jestem przede wszystkim dziennikarzem. To jest mój zawód i moja największa pasja. Zawód dziennikarza chciałabym wykonywać do końca życia, jak się da…J. Biznes to wyzwanie, pole doświadczalne, szansa na sprawdzenia się. Firma daje mi też możliwość zdystansowania się od negatywnych aspektów pracy w mediach: od plotek i intryg. Tu liczą się konkrety. Ważne są przemyślane decyzje i racjonalne plany. Każda wizyta w siedzibie Pat & Rub by Kinga Rusin sprowadza mnie z „obłoków na ziemię”.

 

OK: Stała się pani wzorem dla kobiet, przykładem poradzenia sobie z problemami osobistymi, ale jeszcze zbudowania swojego sukcesu i to na wielu płaszczyznach. Co daje Pani siłę?

KR: Jestem istotą samonapędzającą się. Lubię aktywne życie i działanie. Lubię jak wokół mnie dużo się dzieje. Motywacją w biznesie jest bez wątpienia sukces. Gdybyśmy z Magdą od początku w niego nie wierzyły to myślę, że liczne przeszkody po drodze mogłyby nas pokonać. Każda pozytywna recenzja w mediach, rzeczowa opinia specjalisty, życzliwy mail czy post na forum dyskusyjnym dodają skrzydeł.

 

OK: Kiedy sława pomaga a kiedy przeszkadza w biznesie? A może tylko pomaga ?

KR: Znane nazwisko to bez wątpienia dobry punkt wyjścia ale jak pokazują liczne przykłady nie wystarczy, żeby osiągnąć sukces w biznesie. Jeżeli za nazwiskiem nie stoi dobry pomysł, rzetelny projekt, ciężka praca to nic z tego nie będzie.

27 Wrz
2011

Wywiad z Iwoną Kossmann

Opublikowane w Olga pyta Akutalizowane: wtorek, 27 września 2011 12:43

Wielkie plany wielkiej kobiety
Kobieta pistolet – tak nazywają ją w świecie biznesu. Przedsiębiorcza, kreatywna, charyzmatyczna. Matka dwójki dzieci. Na wszystko znajduje czas. Teraz podejmująca nowe wyzwanie – postanowiła zmienić Puls Biznesu. A jak to zrobi? O tym Iwona Kossmann – Prezes Bonnier Business opowiada w wywiadzie z Olgą Kozierowską.

Olga Kozierowska: Puls Biznesu pod przewodnictwem kobiety, przechodzi właśnie największą metamorfozę od chwili pojawienia się na polskim rynku w 1997 roku. Czym podyktowane są tak duże zmiany?

Iwona Kossman: Zmiany w "Pulsie Biznesu" oraz całej spółce Bonnier Business Polska to odpowiedź na potrzeby rynku. Zauważalne są dwie tendencje, pierwsza dotyczy dużo większego zainteresowania przedsiębiorców tym co dzieje się na rynku, jak mogą wykorzystać zmiany w przepisach, jak nawiązać szybko współpracę z partnerami biznesowymi, za każdym razem ważna jest jednak wiarygodność informacji, które otrzymują oraz czas w jakim do nich docierają. Druga tendencja to zmiana w konsumpcji mediów z jednej strony podyktowana rozwojem technologicznym i wprowadzaniem na rynek coraz to nowych narzędzi jak tablety czy smartfony.

 

OK: W dzienniku pojawi się także NOWA SEKCJA DLA małych i średnich firm. Na jakiej podstawie będzie dobierana tematyka dla tego grona czytelników? Czy ta grupa to „przyszłość”

IK: Mali i średni przedsiębiorcy to bardzo liczna grupa w naszym kraju (190 tys wg GUS). Wielu z nich to nasi wierni czytelnicy, są z nami od wielu lat i zawsze byli dla nas ważni o czym świadczy chociażby ranking Gazel Biznesu. Nowa sekcja w dzienniku powstała w oparciu o liczne badania potrzeb czytelniczych właśnie wśród małych i średnich przedsiębiorstw, które chcąc się rozwijać potrzebują właściwego i wiarygodnego źródła informacji. To wlaśnie sami przedsiębiorcy nam podpowiedzieli co jest dla nich kluczowe i istotne. Nasza dotychczasowa sekcja wprowadzająca "Puls Dnia" była i jest dla nich ważna, ale potrzebowali pogłębionych informacji o przetargach, możliwościach pozyskania kapitału etc. - stąd decyzja o nowej sekcji.

 

OK: Nowoczesne technologie też są w zasięgu Pani zainteresowań. Czy widzi Pani duży potencjał w mobilnych aplikacjach na tablety i smartfony?

IK: Oczywiście że tak, Bonnier Business Polska jest częścią globalnej grupy mediowej Bonnier, która posiada w swoim portfolio wszystkie narzędzia komunikacji, jesteśmy jako grupa pionierem w tym zakresie. W Polsce ten segment zaczął rozwijać się stosunkowo niedawno, my świadomie wchodzimy w niego teraz kiedy wiemy dokładnie czego potrzebują nasi czytelnicy. Jak już wspomniałam, w biznesie liczy się wiarygodna i szybka informacja a połączenie Pulsu Biznesu i mobilnych aplikacji daje 100% sukcesu każdemu przedsiębiorcy.

 

OK: Czy tego typu rozwiązania nie wyprą drukowanych gazet?

IK: Nie, nie boimy się o to. Kiedyś mówiło się, ze telewizja wyprze kino a jednak tak się nie stało. Dokładnie taką samą sytuację mamy teraz, kiedy wchodzą aplikacje mobilne, smartfony i inne rozwiązania. Dla nas oznacza to jedynie powiększenie grona odbiorców i wielokanałową dystrybucję naszych treści. Dodatkowym faktem potwierdzającym naszą wiarę w przyszłość prasy drukowanej jest wprowadzenie nowego tytułu Puls Biznesu Weekend, społeczno-biznesowego magazynu.

 

OK: Jak Pani zdaniem będzie wyglądała przyszłość branży wydawniczej?

IK: Patrząc na spadki sprzedaży powinnam powiedzieć, ze może być różnie jednak patrząc na liczbę wprowadzanych nowych tytułów - powinnam być optymistką. Wydawnictwo jest przedsiębiorstwem i jeśli jego produkt odpowiada potrzebom rynku to- jak każde sprawne przedsiębiorstwo - będzie się dalej rozwijać.

 

OK: Co oprócz informacji biznesowych znajdą w Pani dzienniku kobiety ;)? (jeżeli już można to może kilka słów o tym konkursie / rankingu)

IK: "Puls Biznesu" dostrzega i docenia rosnącą rolę kobiet w polskim biznesie. Najbardziej przedsiębiorcze z nich stworzą ranking "100 Kobiet Biznesu", który ukaże się na początku grudnia. Publikacji będzie towarzyszyła gala, podczas której zostaną przyznane wyróżnienia paniom nadającym rytm polskiemu biznesowi.

 

16 Wrz
2011

Wybuduj kosmetyczne imperium

Opublikowane w Olga pyta Akutalizowane: piątek, 16 września 2011 11:12

Wybuduj kosmetyczne imperium

z Kalina BenSirą założycielką klinik LaPerla rozmawia Olga Kozierowska

 

Olga Kozierowska: Dziś nie jest łatwo w konkurencyjnej branży utrzymywać się ciągle na topie, Pani się to udaje, jak?

Kalina BenSira: Zawsze muszę być trzy kroki do przodu. Być na topie, oferować największe jakie dostępne są na rynku światowym. Wiąże się to oczywiście z masą podróży i spotkań za granicami Polski. Dziś może Polska, nie jest „kosmetologicznym zaściankiem”, ale nadal inne kraje wyprzedzają nas z tworzeniem innowacji w tej branży. By zatem być pierwszą bywam często w wiodących na świecie fabrykach i inwestuję w aparaturę odchudzającą czy odmładzającą. Konkurencja jednak nie śpi. Jest to zatem proces nieustający…

25 Sie
2011

Wywiad z Krystyną Koftą

Opublikowane w Olga pyta Akutalizowane: sobota, 27 sierpnia 2011 10:23

Krystyna Kofta – o walce o wolność, pracy nad talentem i roli prawego oka w związkach…

 

Olga Kozierowska: Malując obraz współczesnej kobiety jakich użyłabyś barw, wzorów, kształtów?

Krystyna Kofta: Współczesne kobiety są tak różne, że trzeba całej palety barw, różnych rodzajów geometrii, żeby pokazać ich złożoność. Wiem coś o tym, bo pracuję "na żywym materiale", opisuję je od lat. Temat nigdy się nie wyczerpie. Czasy się zmieniają a my wraz z nimi jak mówi starożytna maksyma. A kobiety zmieniają się bardziej niż mężczyźni. Są dla pisarzy ciekawsze! Bo wyzwoliły się, uzyskują coraz to nowe prawa. Jest jednak coś co je łączy. To jest ciekawość w różnych wymiarach. Są ciekawe, dla kogoś opisującego i studiującego ich naturę, są ciekawe świata i ludzi, a bywają, co wiemy, także "ciekawskie". Rozwijają się we wszystkich możliwych kierunkach i dziedzinach!

lifestyle

Podaruj roze

Ostatnie komentarze: