Zaczynała w obcym kraju, w nowej branży. Nie znała rynku, nie miała kontaktów ani gotowego portfolio. A jednak osiągnęła spektakularny sukces.
O tym jak tego dokonała opowiada w wywiadzie z Olgą Kozierowską.
Olga Kozierowska: Mieszkasz w Stanach od 8 lat, od 7 prowadzisz swój własny biznes. Czy początki były trudne?
Olga Adler: Początki były trudne, ponieważ zaczynałam w nowym kraju i w nowej dla mnie branży. Nie miałam tu żadnych znajomych ani kontaktów, nie znałam tutejszego rynku, produktów ani dostawców i, co najważniejsze, nie miałam portfolio, które mogłabym zaprezentować potencjalnym klientom. Tymczasem w moim biznesie najważniejsze są zdjęcia skończonych projektów oraz listy polecające - ja nie miałam ani jednego ani drugiego. Projekty, które zrobiłam w Polsce, to były nowoczesne apartamenty, coś, co w Connecticut, gdzie mieszkam, praktycznie nie istnieje. Musiałam więc zaczynać od zera i moje pierwsze dwa projekty na Manhattanie zrobiłam za darmo – po to, żeby zbudować portfolio.
OK: Czy to przypadek, iż założyłaś firmę w Stanach, a nie w Polsce?
OA: To był zupełny przypadek. W czasie, kiedy zaczynałam rozważać zmianę zawodu i założenie własnej firmy w Warszawie, poznałam mojego przyszłego męża w czasie podróży służbowej do Nowego Jorku. Zaiskrzyło i 6 miesięcy później byłam już w Stanach.
OK: Czy sądzisz, że tutaj, w Warszawie, byłoby Ci łatwiej/trudniej?
OA: Nie wiem, bo nigdy nie spróbowałam w Polsce prowadzić własnej firmy. Pamiętam jednak jeszcze z Polski, że moi znajomi, którzy mieli własne sklepy, firmy PR-owe lub producenckie, zawsze narzekali na biurokrację, ograniczenia i niejasne przepisy podatkowe. W Stanach założenie firmy zajęło mi 1 dzień i zrobiłam to bez wychodzenia z domu, przez Internet. Mieszkałam wtedy w Stanach 6 miesięcy i nie miałam nawet jeszcze zielonej karty, jedyne, co było mi potrzebne to numer ubezpieczenia socjalnego i konto w banku.
OK: Interior design w Polsce to ciągle dynamicznie rozwijająca się dziedzina. Jak to wygląda w Stanach?
OA: To jest bardzo nasycony rynek. Jest tu chyba tylu dekoratorów wnętrz ilu agentów nieruchomości. J Poziom i zakres usług zaczyna się od osób, które zajmują się tylko doborem mebli i akcesoriów, a kończy na projektantach wnętrz, którzy pracują wraz z architektami (a czasami zamiast nich) i projektują całe domy. Są też tacy, którzy oferują bardzo niedrogie usługi przez Internet.
OK: Skąd czerpałaś inspirację do modelu biznesowego własnej firmy? Czy opierałaś się na intuicji, czy może miałaś doradcę albo mentora?
OA: Muszę powiedzieć, że moje doświadczenie z Polski, gdzie prowadziłam działy PR, zarządzałam kampaniami i projektami dla kilku lub kilkunastu klientów jednocześnie, bardzo mi się przydało przy tworzeniu mojej firmy. Budowanie marki, dobór pracowników, planowanie kampanii marketingowych, zarzadzanie finansami firmy – na początku wszystko to robiłam sama i intuicja mnie nie zawiodła w podejmowaniu właściwych decyzji. Projektowanie to może 25% tego, co robię, pozostały czas zajmuje mi marketing, pisanie artykułów, książek i bloga. Sama wiedza o designie na pewno nie wystarczy, aby stworzyć i prowadzić firmę. Po przyjeździe do Stanów, prawie natychmiast zapisałam się na NYU (New York University) na kurs Business of Interior Design. Poznanie sytuacji prawnej i finansowej mojej nowej branży bardzo mi pomogło uniknąć pomyłek i błędów, które są zmorą projektantów wnętrz. Z biegiem czasu zaczęłam się otaczać osobami, które inspirowały mnie i pozwoliły mi rozwijać się jako businesswoman.
OK: Stawianie na własne nazwisko to ryzykowna strategia, bo stawia się wówczas wszystko na jedną kartę. Czy też tak to odbierasz?
OA: W świecie designu marka to jest wszystko. Branding zawsze był moja pasją i początkowo wymyśliłam wiele fajnie brzmiących nazw dla mojej firmy, ale doszłam do wniosku, że łatwiej jest stworzyć markę opartą na nazwisku projektanta, a później zawsze można ją rozwinąć w innych kierunkach. Moje nazwisko jest moją marką i klienci chcą pracować ze mną, bo jest to marka rozpoznawalna. Dzięki temu, że firma nosi moje nazwisko, jestem często rozpoznawana przez osoby, których nigdy wcześniej osobiście nie spotkałam.
OK: Czy Twoje europejskie korzenie są atutem dla Twoich amerykańskich klientów?
OA: To zdecydowany atut. Ameryka jest wciąż zapatrzona w Europe i bardzo często moi klienci proszą mnie o zaprojektowanie domu w stylu French Country albo English Manor. Dodatkowym atutem jest fakt, że wiele podróżowałam po Azji i Afryce, co daje mi unikalny wgląd w różnorodne klimaty kulturowe. Według mnie, to właśnie umiejętność mieszania stylów i kultur jest moim największym atutem.
OK: Czy sądzisz, że Twój styl jest pod wpływem amerykańskiego designu? Czy gdybyś prowadziła firmę w Polsce, różniłby się?
OA: Z cala pewnością! Moi amerykańscy klienci mają zdecydowanie bardziej tradycyjne gusta niż mój własny i zajęło mi trochę czasu, żeby się do tego przyzwyczaić. Moje projekty w Warszawie były dużo bardziej nowoczesne, wnętrza były prostsze, bardziej otwarte. W mojej pracy tutaj staram się wplatać do tych bardziej tradycyjnych przestrzeni nowoczesne elementy, takie jak moje ulubione krzesło Ghost firmy Kartell.
OK: Nie byłaś w Polsce od 5 lat, czy Twoja wizyta ma charakter prywatny, czy zawodowy?
OA: Prywatny i zawodowy. Oczywiście zobaczę się z rodzina i przyjaciółmi, ale przyleciałam także spotkać się z potencjalnym klientem w Warszawie i z moją przyszłą agencją PR. Zdecydowanie planuję rozpocząć kilka projektów w Europie w 2012.
OK: Czy w swojej firmie zatrudniasz kobiety, czy płeć współpracowników nie ma dla Ciebie znaczenia?
OA: Tak się składa, że wszyscy moi etatowi pracownicy to kobiety, podobnie jak wielu z moich podwykonawców i artystów, z którymi pracuję na co dzien. Z mojego doświadczenia wynika, że kobiety są lepszymi słuchaczami, a w pracy z klientem słuchanie i wczuwanie się w potrzeby innych jest najważniejsze.
OK: W jaki sposób pozyskujesz klientów?
OA: Najlepsi klienci to ci, którzy przychodzą z polecenia. Oni już znają moją prace z domów swoich przyjaciół czy rodziny, i cenią je. Drugim źródłem klientów jest Internet. Byłam jednym z pierwszych projektantów na wschodnim wybrzeżu, którzy mieli stronę internetową w 2004 roku. Ludzie odwiedzają moją stronę, żeby zobaczyć moje projekty, ale także żeby czytać mój blog i dostawać mój cotygodniowy magazyn on-line, w którym dzielę się radami I pomysłami na urządzanie wnętrz.
OK: Co radziłabyś osobom, które wyjeżdżają za granicę, by tam założyć swój własny biznes?
OA: Radzę, żeby umówiły się na kawę z kimś, kto przeszedł tę sama drogę. Znalezienie mentora pozwoli uniknąć pomyłek I dotrzeć do celu dużo szybciej, niż gdyby próbowało się samemu metodą prób i błędów. Warto też zapoznać się z sytuacją prawną w danej branży. Wiele krajów ma listy zawodów, które wymagają specjalnych szkoleń i licencji. Ważna jest także cierpliwość i zgromadzenie zapasów finansowych, na co najmniej 6 miesięcy, czyli czas, kiedy firma się rozwija, tak, aby codzienny strach o finanse nie paraliżował i nie odbierał odwagi do podejmowania ryzyka.
OK: Rozmawiamy na początku roku. Jakie wyzwania i plany rysują się przed Olga Adler Interiors?
OA: Pracuję nad moją drugą książką – poradnikiem dla kobiet, które chcą same urządzać wnętrza i potrzebują książki, która poprowadzi ich krok po kroku do celu. Ta książka będzie dostępna wyłącznie jako e-book. Zaczęłam też serię Olga Adler’s Decorating Tip of the Day. Te krótkie, codzienne porady można znaleźć na moim fanpage’u: http://www.facebook.com/olgaadlerinteriorsfairfieldcounty
W planach mam też segment telewizyjny poświęcony dekorowaniu wnętrz – być może w Polsce…



